programy zaliczeniowe Anny M. - radosna twórczość niedoszłej programistki



start

o mnie

jak zamawiać

najczęściej zadawane pytania

nasze projekty

znalezione w seci

Co może zrobić studentka, która nie wiadomo dlaczego, trafiła na kierunek studiów  typu: "Organizacja i zarządzanie w przemyśle" i spotyka się z zaliczeniem przedmiotu, którego głównym celem jest nauczenie przyszłego dyrektora, jak napisać program komputerowy?  Oczywiście powinna zabrać się do roboty i jak najprędzej przetestować wszystkie poznane dotychczas techniki programowania, wszak na zajęciach prowadzący dwoił się i troił by wbić jej do głowy podstawy wiedzy z zakresu programoania. Przecież powszechnie wiadomo, że trening czyni mistrza, co oznacza że prędzej czy później, z mocnym wskazaniem na później, uda jej się napisać z pamięci parę linijek skomplikowanego kodu źródłowego w ponanym przez nią niedawno języku programowania np. C++, Delphi, Java, Visual Basic, czy przestarzałym już nieco, aczkolwiek ciągle popularnym na polskich uczelniach Pascalu.

Tylko czy aby parę linijek kodu to nie za mało do zaliczenia przedmiotu, na którym skąd inąd bardzo jej zależy, bo przecież wyższe wykształcenie w jakimkolwiek kierunku to podstawa a tytuł magistra to w dzisiejszych czasach absolutne minimum. Cóż więc biedna ma robić kidy zbliża się nieuchronnie termin ostateczny oddania programu na zaliczneie, a w głowie nic nie ma nawet idei przyszłego programu na zaliczenie?

Może by tak zwrócić się do profesjonalnej firmy ogłaszającej sie w sieci pod przyjaznym hasłem pisanie programów na zlecenie? Wysłać do nich wiadomości typu: "zdesperowana studentka poszukuje miłego programisty, który za skromną (portfel żaka żadko bywa gruby) odpłatnością napisze za nią program na zaliczenie, może przy okazji programista taki umówi się z nią na piwo w ramach omówienia form i natury płatności, oczywiście po szczęśliwym zaliczeniujej pracy"

Albo: " poszukuję informatyka, programisty , który z zamiłowaniem najlepej jako wolentariusz pomaga nieszczęsnym studentkom, nieświadomym trudności, jakie będą musieły pokonać, dostały się na swój wymażony kierunek, nie mający wszak nic wspólnego w nazwie z programowaniem ani komputerami w ogóle na znanej mniej lub bardziej , uczelni wyższej lub niższej i właśnie czeka ich pierwsze w życiu zaliczenie (oczywiście zaliczenie przedmiotu)".

OK. Powiedzmy, że zlecenie bądź zamówienie jak kto woli, dotarło pod właściwy adres i znalazł się dobrodziej, który weźmie na swoją głowę trud napisania programu dla nieznajomej. Co jednak dalej?

 No więc teraz należałoby nakreślić temu człowiekowi zakres poznanej wiedzy zakresu programowania, przesłać sporządzone notatki oraz wytyczne odnośnie tematu zaliczenia, a także może jakiś autorski pomysł, wizję przyszłego programu. Następnie wystarczy czekać na zainteresowanie magika od programowania i odliczać minuty upływającego czasu którego zostało wszak tak mało, w tym czasie "łaskawy wybawca" jest w stanie zapewnić zestresowanej klientce szczęślwe zaliczenie semestru ale pod warunkiem, że ona sama również co nieco się do tego przyłoży - napisany program trzeba zwyle jeszcze obronić a to niestety znaczy zrozumieć. Odzielną kwestią pozostaje że powinna odliczać również środki na koncie, by wiedzieć czy ją na to zlecenie w ogóle stać.

Powszechnie przywykło się uważać , że student to człowiek niemajętny, zwykle groszem nie śmierdzi i dlatego zwykle szuka takich rozwiązań, które można by było sfinalizować za grosze. Zresztą, nawet gdyby student był człowiekiem majętnym (co w przypadku studenta i tak jest pojęciem zazwyczaj bardzo względnym), to i tak wolałby przeznaczyć cenną mamonę na tak zwane życie studenckie, dyskoteki, kosmetyki i ciuchy, o alkocholu nie zapominając aniżeli na jakiś głupi program. Tym bardziej reguła ta tyczy się studentek, których przeznaczeniem i podstawą dobrego samopoczucia jest nie tyle nauka a robienie zakupów i nie zaliczanie (a jeżeli juz to na pewno nie programów).

Jakież niewypowiedziane szczęście spotkałoby wszystkie dziewczyny studiujące na naszych uczelniach kierunek zarządzania, które zamiast przedmiotu "programowanie obiektowe " mogłyby zastąpić go przedmiotem "programowanie systemu robienia zakupów", albo też równie potrzebnym: "podstawy tworzenia baz danych aktualnych promocji". Najprawdopodobniej w takiej sytuacji połowa firm zajmujących się działalnością usługową w rodzaju pisanie programów na zalecenie musiałaby zacząć przeliczać straty, wywołane drastycznym spadkiem ilości zleceń a być może w ogóle by upadła, gdyż wspomniane powyżej studentki z najwyższym zaangażowaniem, po całych dniach z dodatiem nocy, siedziałyby przed swoimi komputerami i tworzyły całe stosy skryptów, kodów i wersji realizujących powyższe zadania programów .

Co więcej, uczelnie wyższe oferujące kierunki z tego typu przedmiotami, z całą pewnością oblegane byłyby przez żeńską połowę narodu, co dla niektórych samców (przedstawicieli tej brzydszej połowy) mogłoby być najwspanialszym zrządzeniem losu. Który bowiem mężczyzna nie byłby szczęśliwy, będąc jedynym facetem na roku, na którym jest powiedzmy osiemdziesiąt panien? Określenia w rodzaju: zaliczać, zaliczenie i zaliczanie nabrałyby w jego życiu zapewne nowego wymiaru.

Ale zejdźmy już z tego jakże cudownego tematu (zakupy i zaliczanie) na ziemię , bo przecież nie o tym miał być niniejszy pamflet, zajmijmy się tym jak zaliczyć przedmiot, który niezbyt potrzebny jest do szczęścia przyszłemu managerowi czy dyrektorowi firmy, ale jednak zaliczyć go musi.   

Przyjmijmy, że wczśniej znaleziona firma oferująca pisanie programów na zlecenie, odwaliła już za naszą nieszczęśną studentkę kawał dobrej, programistycznej roboty i zainkasowała pokaźną acz dobrze zasłużoną sumkę należnej zapłaty. Udało się zlecenie zostało wykonane na piątkę - jest zaliczenie ! Wszyscy są szczęśliwi, a najbardziej nasza studentka, która kolejny przedmiot zaliczyła na 5 i tym samym uzyskując średnią do sytpendium naukowego - wszak dobry manager wie że każda inwestycja musi się zwrócić ;)

poprzednia strona       następna strona